Polska
article miniature

SAFE: Polska chce kupować szybko, ale produkować u siebie. „Teraz jest czas na zakupy z półki”

Lista projektów zgłoszonych do unijnego programu SAFE częściowo pozostaje niejawna. Rząd przekonuje jednak, że to nie improwizacja. Wskazuje też na jeden kluczowy fakt: większość pieniędzy ma trafić do polskiego przemysłu. W tle jest presja czasu. I termin 2030 rok, który uczestnicy debaty na EEC Trends nazywali największym ryzykiem.

offerings-mobile

Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, pełnomocniczka rządu ds. SAFE, podkreślała, że mechanizm ma uzupełnić system finansowania – nie zastąpi krajowych źródeł, lecz je wzmocni. Państwo nadal będzie pokrywać wydatki na obronność z budżetu i Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych. SAFE ma dołożyć tani pieniądz – częściowo w formie nowych pożyczek, częściowo jako refinansowanie wcześniej zawartych kontraktów.

- Mechanizm SAFE w części to są dodatkowe pieniądze, w części nie. Dlaczego? Bo wynegocjowaliśmy z Komisją Europejską, że część kontraktów już zawartych pomiędzy majem zeszłego roku a majem tego roku możemy refinansować z mechanizmu SAFE. Część to są faktycznie projekty nowetłumaczyła Magdalena Sobkowiak-Czarnecka.

Wojsko układa listę, urzędnicy pilnują kryteriów

Rządowa pełnomocnik mówiła wprost: decydujący głos przy budowie listy miał Sztab Generalny Wojska Polskiego. Zespół cywilny miał sprawdzić zgodność z wymogami UE. Kluczowy warunek to pochodzenie komponentów. Co najmniej 65% ich wartości musi pochodzić z Unii Europejskiej i kilku innych wskazanych krajów.

To filtr, który realnie wpływa na to, co da się wrzucić na listę. I co da się zrealizować w terminie.

Komisja Europejska naciska na wspólne zamówienia, w układzie co najmniej dwóch państw. W pierwszym roku można jednak zgłaszać kontrakty podpisane samodzielnie. To „okno” zamyka się z końcem maja 2026 roku.

Sobkowiak-Czarnecka nie ukrywała, że przekonanie Brukseli do polskiej listy nie było łatwe. Ale postawiła sprawę jasno: wspólne programy zadziałają dopiero za kilka lat.

Dziś liczy się dostępność.

Myślę, że ta idea Komisji Europejskiej, żeby państwa członkowskie miały wspólne inwestycje w przemyśle zbrojeniowym, wspólne projekty, to jest coś, co realnie będzie miało szansę zafunkcjonować dopiero za kilka lat. Dzisiaj wszyscy wykorzystując mechanizm SAFE, kupują przede wszystkim to, co jest na półce  – oceniła.

89 procent w Polsce. Hasło, które ma uspokajać rynek

W debacie padła liczba, która ma polityczną wagę. 89% środków ma być ulokowane w polskim przemyśle. To efekt dodatkowego przeglądu listy: nie tylko pod kątem kryteriów UE, ale też zdolności wykonawczych w kraju.

To ważny sygnał dla firm. Zwłaszcza dla tych, które dziś nie są „pierwszym rzędem” w zbrojeniówce, ale pracują w łańcuchu dostaw: elektronika, łączność, integracja, mechatronika, oprogramowanie, serwis.

SAFE ma też wymiar eksportowy. Sobkowiak-Czarnecka mówiła, że nie chce powtórki z przeszłości, gdy Polska jechała do Francji czy Niemiec i oglądała, co „położą na stole”. Tym razem zapowiada wspólne działania z wiceministrem Konradem Gołotą. Cel jest prosty: promować polskie produkty w Europie. 

- Skoro mamy już mieć wspólne zamówienia z innymi państwami członkowskimi, to ja nie chcę, jak to zawsze było, jechać i zobaczyć, co mi Francuz czy Niemiec położy na stole, tylko my z ministrem Gołotą ruszamy w tournée po Europie reklamować nasze produkty zbrojeniowe, bo ja bym chciała, żebyśmy w tych wspólnych zakupach mieli przede wszystkim nasze produkty, które zaczynamy oferować innym państwom członkowskim – podkreśliła Sobkowiak-Czarnecka.

To zmienia optykę programu. SAFE ma finansować zakupy, ale równolegle ma budować pozycję ofertową polskich firm w przyszłych wspólnych zamówieniach.

Gołota: integrujemy współpracę firm prywatnych i państwowych, ale bez hurraoptymizmu

Wiceminister aktywów państwowych Konrad Gołota bronił tezy o przemyślanej strategii. Mówił o integracji przemysłu państwowego i prywatnego. Zaznaczał też, że nie każdy „wejdzie” w obronność, tylko dlatego, że są pieniądze.

Padło też ważne hasło: nie przeskalować produkcji. To krytyczne w środowisku, gdzie terminy się kurczą, a presja na moce rośnie. Zbyt szybkie inwestycje mogą skończyć się kosztowną nadwyżką po 2030 roku.

Bardzo mocno integrujemy razem z ministrem Domańskim współpracę z przemysłem prywatnym. Staramy się łączyć to w taki sposób, żeby właśnie nie było tej fali huraoptymizmu, że każdy może zarobić na przemyśle obronnym, bo nie każdy może zarobić. To, że komuś się wydaje, że jak dzisiaj produkuje wanny, to jutro będzie produkował coś dla przemysłu zbrojeniowego, bo tam są pieniądze, to tak nie jest. Wyraźnie tłumaczymy, dlaczego tak nie jest. Przestrzegamy też przed przeskalowaniem produkcji  – ostrzegał.

Poseł PSL Andrzej Grzyb zwrócił uwagę na problem polityczny i komunikacyjny. Lista projektów jest tajna. Parlamentarzyści mogą ją zobaczyć. Opinii publicznej pozostaje zaufanie do rządu.

Grzyb podkreślał, że środki z SAFE nie oznaczają „wyprowadzania” pieniędzy poza Polskę. Jego zdaniem zdecydowana większość projektów będzie realizowana w krajowym przemyśle. Zwrócił również uwagę na koszt finansowania. Unia Europejska, jako duży emitent długu, jest w stanie pozyskać kapitał na korzystniejszych warunkach niż pojedyncze państwo członkowskie. To – w ocenie posła – jeden z kluczowych argumentów przemawiających za wykorzystaniem mechanizmu SAFE.

2030 rok to bat mobilizacyjny

Termin 2030 rok wracał w dyskusji wielokrotnie. Dla rządu to bat mobilizacyjny. Dla przemysłu – ryzyko. Sobkowiak-Czarnecka przyznała, że to największe zagrożenie.

Pełnomocniczka rządu ds. SAFE zaznaczyła, że jeśli powstanie SAFE 2, Komisja Europejska może skonstruować go inaczej. Bruksela ma uczyć się na doświadczeniach z obecnej edycji programu.

- Dopiero w miarę realizacji kamieni milowych będziemy dostawać pieniądze, więc na tym zależy i mi, i powinno zależeć przemysłowi. Więc ten rok 2030 jest też wspaniały, bo [...] szukamy wszystkich możliwych opcji, żebyśmy "dowieźli" do 2030powiedziała.Sytuacja na rynku i potrzeby od strony popytowej zmieniają się tak szybko, że nie ma co cztery lata pisać strategii na kolejne 80 lat, tylko tę strategię w miarę na bieżąco zmieniać w porozumieniu w trójkącie wojsko, państwo i przemysł i prywatny, i państwowy. 

Czas masowej produkcji. PGZ o nowym paradygmacie zbrojeniówki

Arkadiusz Bąk wiceprezes PGZ mówił o zmianie paradygmatu. Wojsko coraz rzadziej pyta, co dany sprzęt potrafi. Coraz częściej pyta, w jakiej ilości da się go dostarczyć i jak szybko.

Już nie oczekują terminów takich, jak jeszcze pięć lat temu, kiedy dekada była normalną jednostką czasu, taką umowną jedną "wentą" w przemyśle zbrojeniowym. W tej chwili już się mówi o dostawach znacznie szybszych, o adaptacjach, o dostosowaniu sprzętu do istniejących warunków. Już nie mówi się z angielskiego tyle o capability, tylko o capacity. Ile jesteś w stanie zrobić tego, co masz, po to, żeby uzupełnić stany etatowe jednostek już nie tylko w Polsce podkreślił.

Dodał też, że NATO promuje podejście „good enough”. Sprzęt ma być wystarczająco dobry i masowo produkowany. Nie ma czasu na „gwiazdę śmierci”.

To ważna deklaracja dla rynku technologii. Oznacza większy popyt na rozwiązania, które da się szybko wdrożyć, szybko serwisować i szybko odtwarzać.

Dronowy boom napędza cały łańcuch dostaw

Prof. Hubert Królikowski, doradca zarządu Grupy WB, podał liczbę, która robi wrażenie. Od lutego 2022 roku do początku ubiegłego roku produkcja dronów w Grupie WB wzrosła o ponad 8000%. 

- Od lutego 2022 r. do początku ubiegłego roku produkcja dronów w Grupie WB wzrosła o ponad 8 tys. proc. To jest olbrzymie wyzwanie, jeśli chodzi o organizację produkcji i zwiększenie wydajności, ale to pokazuje, że polski przemysł jest w stanie tym wszystkim wymaganiom sprostać – powiedział.

Pokazuje to dwie rzeczy. Po pierwsze, rynek wymusił skokową skalę. Po drugie, przemysł w Polsce potrafi wykonać taki manewr, choć kosztuje to organizacyjnie i finansowo.

Królikowski podkreślał rolę współpracy państwowych i prywatnych firm w budowie łańcucha wartości. Zwrócił też uwagę, że część środków wraca do państwa w podatkach i daninach.

Bez własnych produktów nie będzie eksportu

Marek Warzecha z Ponar Wadowice schłodził emocje. Powiedział wprost: planowanie tylko do 2030 roku to za mało. Jego zdaniem terminy dostaw mogą okazać się nierealne. Rynek komponentów działa wolniej. Globalni dostawcy mówią o 1–3 latach na elementy. A produkty to kolejna warstwa.

Warzecha postawił też ostrą tezę: polski przemysł zbrojeniowy nie utrzyma się bez własnych produktów. Dziś jest ich zbyt mało. A bez pełnej „polskości” – od A do Z – eksport pozostanie ograniczony.

Ponar już dziś ma wysoki udział eksportu. W tym roku ma on wynieść 70% przychodów, a ponad połowa ma pochodzić z sektora zbrojeniowego.

- Ponar w tej chwili negocjuję z dużymi organizacjami, największymi na świecie dostawę przeróżnych komponentów. Jak słyszą, że my coś potrafimy dostarczyć do roku, to w ogóle jest zdumienie. Nasi konkurenci to jest rok, dwa lata, trzy lata. To są komponenty, a gdzie dopiero całe produkty. Jakim cudem mamy zdążyć do 2030 r.? Oby się to udało przynajmniej z częścią projektówpowiedział.

PKO BP: pieniądz unijny może wypchnąć banki. Rząd: wręcz przeciwnie

Artur Kucia z PKO BP zwrócił uwagę na ryzyko „wyparcia” finansowania bankowego przez programy publiczne. Wspomniał o doświadczeniu z KPO. Obawia się podobnego efektu przy SAFE.

Sobkowiak-Czarnecka odpowiedziała kontrargumentem: SAFE finansuje zamówienia, nie inwestycje. Żeby dowieźć kontrakty do 2030 roku, firmy będą musiały inwestować w moce. A na to pieniądze mają przyjść z banków.

- Uważam, że jest dokładnie odwrotnie, bo program SAFE jest programem produktowym. My nie dajemy z tego programu żadnych pieniędzy na inwestycje. My robimy konkretne zamówienia, ale żeby te zamówienia zrealizować, jeszcze mając wiszący nad głową rok 2030, to firmy potrzebują inwestycji i rozwoju swoich zdolności produkcyjnych. I gdzie przyjdą po te pieniądze?zwróciła uwagę pełnomocniczka rządu ds. SAFE.

Spór odsłania sedno problemu: bez wieloletniego portfela zamówień przemysł nie ruszy z inwestycjami, bo nie będzie czego spłacać. A bank nie sfinansuje ryzyka, jeśli nie zobaczy stabilnego cash flow.

B+R w trybie przyspieszonym

Wiceprezes PFR Mariusz Jaszczyk mówił o programach wsparcia innowacji obronnych. Wskazał akcelerator NATO DIANA w Krakowie oraz program deep tech, w ramach którego PFR ma współinwestować z funduszami venture capital w modelu „złotówka za złotówkę”.

- Chcemy umożliwić finansowanie zaawansowanych prywatnych firm technologicznych, łącznie z prywatnymi funduszami ze strefy venture capital. Polega to na takiej zasadzie, że za każdą włożoną złotówką z PFR-u idzie co najmniej złotówka środków prywatnych w tego typu inwestycje – wyjaśnił.

Dr Hubert Cichocki z Sieci Badawczej Łukasiewicz podał z kolei twarde dane. W 2023 roku Łukasiewicz wydał na B+R w obszarze obronności i bezpieczeństwa ok. 40 mln PLN, czyli mniej niż 10% subwencji. W 2026 roku planuje już 70% portfela, czyli prawie 400 mln PLN.

To pokazuje, że nauka nie stoi z boku. Zasoby przesuwane są tam, gdzie jest popyt i pieniądz.

Z wypowiedzi na EEC Trends wyłania się obraz programu SAFE jako narzędzia „tu i teraz”. Ma dać tani pieniądz na szybkie dostawy. Ma też uporządkować zamówienia do 2030 roku. Nie zastąpi jednak długofalowej polityki przemysłowej.

Najmocniejszy sygnał brzmi tak: Europa chce kooperacji, Polska chce tempa, a przemysł potrzebuje przewidywalności. Te trzy wektory nie zawsze idą w tym samym kierunku.

Jeśli program SAFE ma zostawić trwały ślad, Polska musi z niego wyciągnąć więcej niż sprzęt „z półki”. Musi zbudować produkty, serwis i eksport. Inaczej po 2030 roku zostaną puste hale. I powtórka z historii.

Źródło: wnp.pl

Zapraszamy na TEK.day Wrocław, 19 marca 2026. Zapisz się tutaj!

Article Image