Polski procesor bez backdoorów. ChipCraft chce budować suwerenność technologiczną Polski
Europa coraz wyraźniej dostrzega, że bez własnego ekosystemu półprzewodnikowego trudno dziś mówić o realnej suwerenności technologicznej. Wojna w Ukrainie, napięcia geopolityczne, rywalizacja USA i Chin oraz rosnące znaczenie elektroniki w sektorze obronnym sprawiły, że układy scalone stały się jednym z kluczowych zasobów strategicznych współczesnych państw.
W tym samym czasie w Polsce od ponad dekady działa firma, która buduje własne kompetencje dokładnie w tym obszarze. ChipCraft projektuje układy scalone, rozwinął własną rodzinę procesorów RISC-V, kończy prace nad zaawansowanym odbiornikiem GNSS odpornym na zakłócanie i zwodzenie (ang. jamming i spoofing), a jednocześnie otwarcie mówi o potrzebie stworzenia w kraju pełnego ekosystemu półprzewodnikowego.
To nie jest historia startupu szukającego szybkiego sukcesu. ChipCraft rozwijał się przez lata metodą małych kroków — zarabiając na usługach projektowych i równolegle budując własne technologie w jednej z najtrudniejszych branż świata.

NaviSoC. Wszystko na jednym kawałku krzemu
Choć ostatnio o ChipCraft zrobiło się głośno głównie za sprawą autorskiego procesora RISC-V, układ ten powstał w ramach rozwijanego przez firmę systemu nawigacji satelitarnej NaviSoC.
– Procesor od samego początku był integralną częścią naszego układu GNSS. Ten odbiornik nawigacji satelitarnej został zaprojektowany jako rozwiązanie maksymalnie zintegrowane. Na jednym układzie scalonym znajdują się tory radiowo-analogowe odbierające sygnały z satelitów, procesor sygnałowy odpowiedzialny za ich przetwarzanie oraz procesor aplikacyjny RISC-V. To właśnie on, wykorzystując dane z procesora sygnałowego, oblicza pozycję, prędkość i czas – tłumaczy prezes ChipCraft Paweł Narczyk.
NaviSoC jest dziś flagowym produktem spółki rozwijanym z myślą o wysokiej odporności na zakłócanie i zwodzenie sygnału GNSS. Układ integruje nie tylko tor radiowo-analogowy i procesory odpowiedzialne za przetwarzanie sygnału, ale również pamięć nieulotną, pamięć operacyjną, układy syntezy zegara oraz systemy zarządzania zasilaniem.
– Wszystko, co tylko było możliwe, zostało zintegrowane na jednym kawałku krzemu – podkreśla Narczyk.
Całość zajmuje mniej niż 50 mm² powierzchni krzemu i zawiera około 80 milionów tranzystorów.
Co istotne, obecna wersja układu nie jest jeszcze konfiguracją docelową.
– Pracujemy obecnie nad kolejnymi funkcjonalnościami rozwijanymi m.in. w ramach projektu realizowanego dla Europejskiej Agencji Kosmicznej – dodaje prezes ChipCraft.
Odporność na spoofing i jamming
Szczególną uwagę ChipCraft poświęca dziś odporności NaviSoC na dwa zjawiska, które stają się coraz większym problemem współczesnych systemów nawigacyjnych – jamming i spoofing.
– Zakłócanie sygnału GNSS, czyli jamming, oraz podszywanie się pod sygnał satelitarny, czyli spoofing, stają się dziś jednym z największych problemów współczesnych systemów nawigacyjnych – tłumaczy Paweł Narczyk.
ChipCraft rozwija mechanizmy ochronne zarówno na poziomie toru radiowo-analogowego, jak i procesora sygnałowego.
– Dodajemy dodatkowe mechanizmy filtrowania sygnałów zakłócających, ale również rozwiązania pozwalające dalej odbierać sygnał GNSS mimo obecności silnych zakłóceń – wyjaśnia Narczyk.
To szczególnie ważne, ponieważ sygnały satelitarne są z natury bardzo słabe.
– Satelity GNSS znajdują się około 20 tysięcy kilometrów nad Ziemią. Po pokonaniu takiego dystansu sygnał docierający do odbiornika ma moc niższą od poziomu szumu termicznego. Dlatego systemy GNSS są stosunkowo łatwe do zakłócania – mówi.
I właśnie dlatego — jak podkreśla — konieczne staje się rozwijanie dodatkowych technologii umożliwiających stabilną pracę odbiornika nawet w trudnym środowisku elektromagnetycznym.
– Potrzebne są dodatkowe techniki i technologie pozwalające odbierać sygnał GNSS mimo obecności zakłóceń o dużej mocy. I właśnie takie rozwiązania rozwijamy – dodaje.
Jednocześnie ChipCraft stawia na dużą elastyczność rozwiązania.
– Jako mała firma jesteśmy w stanie w pewnym stopniu dostosowywać nasze rozwiązania do konkretnych potrzeb klientów. Część funkcjonalności implementujemy sprzętowo, ale część również na poziomie firmware’u, tak aby dostosowywać odbiornik do konkretnych zastosowań – tłumaczy prezes spółki.

HAS i nowa nisza rynku GNSS
Jedną z najciekawszych funkcji NaviSoC pozostaje obsługa Galileo High Accuracy Service (HAS).
ChipCraft był jedną z pierwszych firm rozwijających tę technologię i — jak podkreśla prezes spółki — pierwszą na świecie, która zaprezentowała jednoukładowy odbiornik GNSS obsługujący sygnał E6 systemu Galileo.
– Dzięki HAS możliwe jest osiągnięcie dokładności pozycjonowania rzędu 20–30 centymetrów – tłumaczy Paweł Narczyk.
To bardzo istotna zmiana względem klasycznych odbiorników GNSS.
– Obecnie można wyróżnić dwie główne klasy odbiorników. Z jednej strony są standardowe odbiorniki jedno- i dwuczęstotliwościowe, których dokładność zwykle nie przekracza około jednego metra. Odbiorniki jednoczęstotliwościowe są mniej dokładne, ale pobierają mniej energii. Dwuczęstotliwościowe oferują wyższą precyzję, ale mają większe zapotrzebowanie energetyczne – wyjaśnia.
Inną grupę stanowią zaawansowane systemy wysokoprecyzyjnego pozycjonowania.
– Systemy RTK oraz PPP pozwalają osiągać dokładność centymetrową, a nawet milimetrową – mówi prezes ChipCraft.
Wymagają one jednak stałego dostępu do dodatkowego kanału transmisji danych.
– W praktyce oznacza to większą złożoność systemu oraz wyższe koszty wdrożenia – zaznacza.
I właśnie pomiędzy tymi dwiema klasami odbiorników pojawia się HAS.
– Technologia HAS tworzy nową kategorię odbiorników. Oferuje dokładność znacznie lepszą niż klasyczne systemy GNSS, ale jednocześnie pozostaje prostsza i tańsza niż najbardziej zaawansowane rozwiązania RTK czy PPP – podkreśla Narczyk.
Zdaniem prezesa ChipCraft technologia ta może znaleźć bardzo szerokie zastosowanie.
– HAS pozwala np. na nawigację samochodową z dokładnością do pasa ruchu. Może być wykorzystywany również w dronach, szczególnie podczas lotów i lądowania w trudnym środowisku miejskim, gdzie wysokie budynki częściowo zasłaniają sygnał satelitarny – tłumaczy.
Duży potencjał firma widzi również w rolnictwie precyzyjnym.
– Według obecnych trendów duże maszyny rolnicze obsługiwane przez operatorów mają być stopniowo zastępowane przez mniejsze autonomiczne platformy robocze. One również wymagają odpowiednio dokładnej nawigacji – mówi.
Dziś w takich zastosowaniach dominują systemy RTK.
– Zastąpienie części tych rozwiązań technologią HAS może przynieść konkretne korzyści kosztowe i uprościć cały system – podkreśla prezes ChipCraft.
Według Pawła Narczyka HAS ma szansę stworzyć zupełnie nową niszę rynku GNSS.
– To rozwiązanie pośrednie pomiędzy klasycznymi odbiornikami GNSS a najbardziej zaawansowanymi systemami pozycjonowania – podsumowuje.

Bezpieczeństwo zaczyna się od kodu źródłowego
Ponieważ procesor RISC-V stanowi serce rozwijanego przez ChipCraft układu NaviSoC, od początku prac nad nim jednym z kluczowych założeń była pełna kontrola nad architekturą oraz kodem źródłowym.
– Od początku rozwijaliśmy ten procesor całkowicie we własnym zakresie, od zera, w naszym biurze. Chcieliśmy mieć pełną kontrolę nad kodem źródłowym – mówi prezes ChipCraft Paweł Narczyk.
Powód jest bardzo konkretny. Firma rozwija swoje rozwiązania m.in. z myślą o zastosowaniach związanych z infrastrukturą krytyczną. Układy GNSS odpowiadają dziś nie tylko za nawigację, ale również za synchronizację czasu w sieciach elektroenergetycznych, telekomunikacyjnych czy centrach danych.
– Jednym z obszarów, w które celujemy, jest monitorowanie infrastruktury krytycznej. Dlatego od początku kluczowe było dla nas wyeliminowanie potencjalnych backdoorów i zachowanie pełnej kontroli nad technologią – podkreśla.
To właśnie kwestia bezpieczeństwa odróżnia autorski procesor od wielu gotowych bloków IP dostępnych na rynku.
– W przypadku komercyjnych procesorów czy bloków IP bardzo często otrzymuje się jedynie zaszyfrowany kod źródłowy, do którego nie ma pełnego wglądu. Nie można więc dokładnie zweryfikować, co znajduje się wewnątrz takiego rozwiązania – tłumaczy Paweł Narczyk.
Jednocześnie prezes ChipCraft zwraca uwagę, że bezpieczeństwo układu scalonego nie kończy się na samym kodzie źródłowym.
– Sam procesor to kilkadziesiąt tysięcy linii kodu, natomiast razem z interfejsami i całym otoczeniem mówimy już o setkach tysięcy linii. W tak dużym projekcie ukrycie dodatkowej funkcjonalności czy backdoora nie jest technicznie trudne – mówi.
Potencjalne zagrożenia mogą pojawić się również podczas kolejnych etapów projektowania układu, takich jak synteza logiczna czy synteza fizyczna, realizowanych przy użyciu specjalistycznych narzędzi EDA.
– Teoretycznie także na tych etapach mogłoby dojść do ingerencji w projekt. Dlatego stosuje się różne metody weryfikacji, w tym wykorzystanie wielu niezależnych narzędzi oraz procedur pozwalających porównywać wyniki kolejnych etapów projektowania z oryginalnym opisem układu – wyjaśnia.
Istotną rolę odgrywa tutaj tzw. weryfikacja formalna. Pozwala ona sprawdzić, czy projekt po syntezie logicznej i fizycznej pozostaje zgodny z pierwotnym kodem opisującym działanie układu.
Co więcej, możliwa jest również kontrola gotowego układu po jego wyprodukowaniu.
– Można odtworzyć topografię gotowego układu scalonego i porównać ją z oryginalnym plikiem GDS przekazanym do fabryki. Jeśli pojawiłyby się jakiekolwiek różnice, oznaczałoby to ingerencję w projekt – tłumaczy Paweł Narczyk.
Jak zaznacza, takie procedury są kosztowne i czasochłonne, jednak technicznie możliwe do przeprowadzenia. Ostatecznie najważniejszy pozostaje jednak punkt wyjścia.
– •, Jeżeli korzystamy z zamkniętych, zaszyfrowanych bloków IP, do których nie mamy pełnego dostępu, to późniejsza weryfikacja kolejnych etapów niewiele daje. Możemy sprawdzić zgodność projektu z wejściowym kodem, ale jeśli od początku nie wiemy, co znajduje się w tym kodzie, to nie mamy pewności, czy cały system jest bezpieczny – podsumowuje.

Polski mikrokontroler jako fundament suwerenności technologicznej
Dla ChipCraft rozwój własnego procesora nie jest wyłącznie projektem technicznym. W ocenie firmy może on stać się jednym z elementów budowy krajowego ekosystemu półprzewodnikowego obejmującego zarówno projektowanie, jak i produkcję układów scalonych.
– Bardzo ważna jest możliwość projektowania i produkcji takich układów w Polsce. Nad tym od lat pracuje m.in. CEZAMAT PW. Rozwijana tam infrastruktura technologiczna mogłaby w przyszłości umożliwić produkcję tego typu mikrokontrolerów w kraju – tłumaczy Paweł Narczyk.
Według prezesa firmy takie rozwiązania mogłyby trafiać do wojska, służb oraz infrastruktury krytycznej.
– Mielibyśmy technologię zaprojektowaną i wyprodukowaną w Polsce, co realnie zwiększyłoby odporność i suwerenność państwa – dodaje.
Zdaniem przedstawicieli ChipCraft własny procesor może być jednym z elementów znacznie większej układanki. Firma wskazuje, że w Polsce istnieją już kompetencje pozwalające budować zaawansowane rozwiązania łączące elektronikę, kryptografię i sztuczną inteligencję.
– W Polsce rozwijane są rozwiązania związane z kryptografią postkwantową, klasyczną kryptografią czy akceleratorami AI. Można więc stworzyć kompletny, kompleksowy produkt, który będzie uniwersalną platformą dla wielu zastosowań – mówi prezes.
Jednym z najbardziej perspektywicznych kierunków mają być drony i systemy autonomiczne.
– Taki mikrokontroler świetnie sprawdziłby się, chociażby w dronach. Można wyposażyć go w bezpieczną komunikację bezprzewodową szyfrowaną kryptografią postkwantową lub klasyczną, dodać akceleratory AI umożliwiające lokalne przetwarzanie obrazu z kamer bez konieczności wysyłania danych do zewnętrznych systemów, a także zintegrować go z naszym odbiornikiem GNSS wyposażonym w funkcję sensor fusion – wyjaśnia.
Dzięki temu dron mógłby zachować zdolność nawigacji nawet w środowisku silnych zakłóceń.
– Odbiornik może korzystać z nawigacji inercyjnej w sytuacji zakłócania sygnału satelitarnego. W praktyce daje to gotowe rozwiązanie dla sektora dronowego, który dziś jest jednym z kluczowych obszarów nowoczesnej obronności – podkreśla.
Jednocześnie firma zwraca uwagę, że takie rozwiązania mają charakter dual-use i mogłyby znaleźć zastosowanie również w sektorze cywilnym.
– Taki mikrokontroler mogłyby wykorzystywać także polskie firmy produkujące elektronikę użytkową czy AGD. Dziś tego typu komponenty są w ogromnej skali importowane z zagranicy, mimo że istnieją realne możliwości, aby projektować i produkować je w Polsce – zaznacza.
Istotne jest również to, że produkcja takich układów nie wymaga najnowocześniejszych procesów technologicznych.
– Taki uniwersalny mikrokontroler nie musi powstawać w najbardziej zaawansowanych technologiach produkcyjnych. Może być wytwarzany także w starszych procesach technologicznych, właśnie takich, w które celuje CEZAMAT PW – tłumaczy prezes.
I właśnie ten element wydaje się dziś jednym z kluczowych argumentów w dyskusji o budowie krajowego przemysłu półprzewodnikowego.
– •, Jeśli uda się połączyć krajowy projekt z krajową produkcją, będzie to bardzo mocny krok w kierunku budowy polskiej suwerenności technologicznej – podsumowuje.

Open source zmienia reguły gry w projektowaniu półprzewodników
Dużym echem odbiły się informacje o syntezie procesora ChipCraft w technologii 7 nm.
Firma podkreśla jednak, że był to przede wszystkim projekt badawczy i demonstracyjny.
– Wykorzystaliśmy generyczny model technologii 7 nm, który nie odpowiada bezpośrednio żadnej komercyjnej linii produkcyjnej. Chcieliśmy przede wszystkim sprawdzić, jakie parametry można osiągnąć przy wykorzystaniu nowoczesnego procesu technologicznego – tłumaczy prezes.
Test pokazał potencjał architektury rozwijanej przez ChipCraft.
– W naszym odbiorniku GNSS nasz procesor RISC-V pracuje z częstotliwością niespełna 300 MHz. Natomiast po syntezie w technologii 7 nm osiągnęliśmy około 1,5 GHz – mówi.
Co istotne, cały proces syntezy został wykonany z wykorzystaniem narzędzi open source. Zdaniem prezesa ChipCraft to właśnie rozwój otwartych narzędzi projektowych może w najbliższych latach istotnie zmienić europejski rynek półprzewodników.
– W ostatnich latach dokonał się bardzo duży postęp w obszarze narzędzi open source wykorzystywanych do projektowania układów scalonych, szczególnie cyfrowych – podkreśla Paweł Narczyk.
Prezes ChipCraft wskazuje, że rozwiązania te mogą realnie obniżyć bariery wejścia dla europejskich i polskich firm półprzewodnikowych.
– To ogromnie ważne dla mniejszych podmiotów, ponieważ open source obniża barierę wejścia do branży półprzewodników i zmniejsza koszty projektowania nowych układów scalonych – tłumaczy.
Według Pawła Narczyka w starszych technologiach budżet projektu półprzewodnikowego często dzieli się niemal po równo między:
- wynagrodzenia,
- licencje EDA/CAD,
- koszty technologiczne związane z produkcją prototypów krzemowych.
– Możliwość zastąpienia przynajmniej części komercyjnych narzędzi rozwiązaniami open source może mieć ogromne znaczenie – zaznacza.
Zdaniem prezesa ChipCraft rozwój narzędzi open source wykracza dziś daleko poza kwestie techniczne i coraz częściej staje się elementem budowy technologicznej niezależności Europy.
– Narzędzia open source są obecnie bardzo mocno wspierane przez Komisję Europejską właśnie po to, aby w pewnym stopniu uniezależnić Europę od amerykańskich gigantów kontrolujących większość rynku narzędzi EDA – mówi.
Według niego globalny rynek profesjonalnego oprogramowania do projektowania półprzewodników pozostaje silnie skoncentrowany.
– Dwóch największych graczy z USA kontroluje dziś około 70–80 proc. rynku tego typu narzędzi – podkreśla.
Open source ma jeszcze jedną istotną przewagę — transparentność.
– Kod źródłowy takich aplikacji jest publicznie dostępny, dzięki czemu można analizować sposób działania narzędzi i sprawdzać, czy nie zawierają dodatkowych mechanizmów lub potencjalnych backdoorów. To bardzo ważne zwłaszcza w przypadku układów scalonych przeznaczonych dla sektora obronnego – tłumaczy.

Od projektowania układów do własnej technologii GNSS
Zanim powstał ChipCraft, był Galileo. To właśnie rozwój europejskiego systemu nawigacji satelitarnej zwrócił uwagę zespołu działającego wówczas na Politechnice Warszawskiej i stał się impulsem do wejścia w obszar zaawansowanych technologii GNSS.
– System Galileo od początku miał być systemem dwuczęstotliwościowym, co pozwalało osiągać wyższą dokładność pozycjonowania. Właśnie wtedy uznaliśmy, że warto spróbować stworzyć własny układ scalony wykorzystujący te możliwości – wspomina Paweł Narczyk.
Szybko okazało się jednak, że rozwijanie zaawansowanych technologii półprzewodnikowych w Polsce wiąże się z wyzwaniami wykraczającymi daleko poza kwestie inżynierskie.
– W Polsce dziesięć lat temu praktycznie nikt nie rozumiał jeszcze, czym naprawdę jest rozwój układów scalonych. Fundusze inwestycyjne skupiały się głównie na oprogramowaniu, a nie hardware’ze czy półprzewodnikach – mówi.
Jak wspomina Paweł Narczyk, wielu inwestorów oczekiwało tempa rozwoju typowego raczej dla startupów tworzących oprogramowanie niż dla firm projektujących układy scalone.
– Słyszeliśmy, że dostaniemy milion złotych, skończymy projekt w rok i zaczniemy sprzedaż. Tymczasem rozwój układu scalonego to proces liczony w latach, a sam milion złotych wystarczałby najwyżej na kilka miesięcy pracy zespołu – tłumaczy.
Według prezesa ChipCraft problem pozostaje aktualny do dziś.
– Moim zdaniem pełne finansowanie rozwoju półprzewodników przez fundusze venture capital nadal jest bardzo trudne. Świadomość sektora deeptech jest większa niż dekadę temu, ale wciąż niewystarczająca – ocenia.
Największą barierą pozostają koszty produkcji.
– Sam projekt układu to dopiero początek. Później pojawia się konieczność zakupu masek produkcyjnych, a ich koszt w nowoczesnych technologiach liczony jest już w milionach dolarów – mówi.
To właśnie dlatego firma od początku rozwijała równolegle działalność usługową.
– Zrozumieliśmy, że musimy sami finansować rozwój własnych produktów. Uruchomiliśmy usługi projektowania układów scalonych i środki z tych projektów inwestowaliśmy później w rozwój własnych technologii – tłumaczy.
Dziś większość klientów ChipCraft pochodzi z Europy. Wśród najważniejszych projektów realizowanych przez spółkę znajdują się m.in. kontrolery ekranów dotykowych rozwijane od lat dla jednego z partnerów firmy.
– Ich druga generacja trafiła m.in. do samochodów elektrycznych marki Kia. Układ odpowiada tam za obsługę dashboardów i systemów sterowania. Jest już produkowany w milionach egzemplarzy – mówi Paweł Narczyk.
Na tym jednak lista wdrożeń się nie kończy. Rozwiązania projektowane przez polską spółkę znalazły zastosowanie również w urządzeniach AGD firmy Samsung.
– Nasze układy są wykorzystywane m.in. w dużych lodówkach Samsunga wyposażonych w interaktywne ekrany – dodaje.
Działalność usługowa od początku miała być jednak jedynie środkiem do realizacji znacznie bardziej ambitnego planu.
– Zawsze chcieliśmy być firmą produktową. Usługi projektowe były przede wszystkim sposobem finansowania rozwoju własnych technologii – podkreśla prezes ChipCraft.

Drony, infrastruktura krytyczna i obronność
Dziś ChipCraft koncentruje się przede wszystkim na trzech obszarach:
- dronach,
- precyzyjnym rolnictwie,
- infrastrukturze krytycznej.
Spośród nich największy potencjał wzrostu firma widzi w rynku systemów bezzałogowych.
– Rynek dronów jest już dziś bardzo duży, a wszystko wskazuje na to, że w kolejnych latach będzie rósł jeszcze szybciej. Jednocześnie pojawia się tutaj bardzo konkretny problem technologiczny – mówi Paweł Narczyk.
Prezes ChipCraft tłumaczy, że wysoka odporność na jamming i spoofing jest dziś najczęściej domeną rozwiązań wykorzystujących układy FPGA, które pozostają zbyt kosztowne dla wielu zastosowań komercyjnych.
– Nie da się umieścić w tanim dronie odbiornika kosztującego tysiące dolarów, nawet jeśli oferuje bardzo wysoką odporność na zakłócenia. Potrzebne jest więc rozwiązanie, które z jednej strony będzie odporne na jamming i spoofing, a z drugiej pozostanie odpowiednio tanie – wyjaśnia.
Zdaniem firmy przyszłość rynku będzie należeć do odbiorników, które zaoferują wysoką odporność na jamming i spoofing bez konieczności ponoszenia kosztów charakterystycznych dla rozwiązań opartych na FPGA.
ChipCraft dostrzega również duży potencjał w rolnictwie precyzyjnym, które może skorzystać z dokładności pozycjonowania oferowanej przez HAS.
– HAS wydaje się bardzo ciekawym rozwiązaniem właśnie dla rolnictwa precyzyjnego, szczególnie w kontekście autonomicznych maszyn rolniczych – mówi Paweł Narczyk.
Firma coraz mocniej rozwija również projekty związane z infrastrukturą krytyczną.
– Chodzi przede wszystkim o sytuacje, kiedy odbiorniki GNSS są wykorzystywane do synchronizacji sieci elektroenergetycznych, telekomunikacyjnych czy centrów danych – tłumaczy.
Zdaniem prezesa ChipCraft w przypadku infrastruktury krytycznej równie ważne, jak parametry techniczne staje się bezpieczeństwo i odporność całego systemu na manipulację.
– Na rynku istnieją rozwiązania sprzedawane formalnie jako europejskie, natomiast w rzeczywistości stoją za nimi podmioty powiązane ze wschodem. W praktyce pojawia się ryzyko manipulacji sygnałami i destabilizacji działania infrastruktury krytycznej – mówi.
Skutki takich działań mogłyby być bardzo poważne.
– •, Jeżeli rozsynchronizowana zostałaby sieć elektroenergetyczna, to tak naprawdę przestaje działać wszystko. Podobnie można zakłócić sieci telekomunikacyjne czy centra danych wykorzystywane np. przez sektor obronny – podkreśla.
ChipCraft współpracuje obecnie z firmami rozwijającymi rozwiązania dla infrastruktury krytycznej zarówno w Polsce, jak i za granicą.
– W tej chwili współpracujemy z dwiema firmami zainteresowanymi wykorzystaniem naszego odbiornika w infrastrukturze krytycznej. Jedna z nich jest z Polski, druga z Włoch – mówi prezes spółki.
Choć rynek infrastruktury krytycznej nie zapewnia tak dużych wolumenów, jak sektor dronowy, firma traktuje go jako strategicznie bardzo ważny.
– To bardzo ciekawy kierunek również z punktu widzenia budowania marki i wiarygodności technologicznej – podkreśla.
Jednocześnie ChipCraft coraz wyraźniej kieruje się w stronę sektora obronnego.
– Pracujemy z różnymi partnerami nad dedykowanymi układami scalonymi, które mogłyby być wykorzystywane np. przez polskie służby i sektor obronny. Na razie nie możemy mówić o szczegółach, ponieważ projekty nie są jeszcze jawne, ale to zdecydowanie jeden z kierunków naszego rozwoju – mówi Paweł Narczyk.
Na najbliższe miesiące priorytet pozostaje niezmienny: zakończenie prac nad NaviSoC i wprowadzenie układu na rynek.
– Skupiamy się przede wszystkim na dokończeniu odbiornika i uruchomieniu jego sprzedaży. Równolegle będziemy dalej rozwijać usługi projektowania układów scalonych i mocniej wchodzić w sektor obronny – zapowiada prezes ChipCraft.
I dodaje:
– Chcemy dostarczać rozwiązania, które realnie zwiększą bezpieczeństwo i suwerenność technologiczną Polski. Uważamy po prostu, że takie technologie są dziś naszemu krajowi bardzo potrzebne.

Czy Polska może zbudować własny przemysł półprzewodnikowy?
Długoterminowe decyzje polityczne oraz realne inwestycje państwowe – właśnie tych dwóch elementów, zdaniem prezesa ChipCraft, najbardziej brakuje dziś do przyspieszenia rozwoju krajowego sektora półprzewodników.
– Polska jak najbardziej ma potencjał, aby budować własny ekosystem półprzewodnikowy na znacznie większą skalę niż obecnie – podkreśla Paweł Narczyk.
W jego ocenie jednym z kluczowych ogniw przyszłego ekosystemu półprzewodnikowego mógłby być CEZAMAT Politechniki Warszawskiej.
– CEZAMAT PW ma specjalistów, którzy są w stanie rozwijać oraz obsługiwać technologie produkcji półprzewodników. Natomiast rolą takiej jednostki nie jest samodzielne finansowanie zakupu przemysłowych maszyn do produkcji układów scalonych – tłumaczy.
Według prezesa ChipCraft bardziej racjonalnym rozwiązaniem byłoby pozyskanie licencji na istniejący proces technologiczny i przeniesienie go do Polski.
– Najlepszą opcją byłoby kupienie licencji na już istniejącą technologię i wdrożenie jej tutaj, w Polsce. Kompetencje potrzebne do uruchomienia i rozwijania takiej produkcji już istnieją – zaznacza.
Kluczowe znaczenie miałoby jednak nie tylko stworzenie samej infrastruktury produkcyjnej, ale również zapewnienie stabilnego popytu ze strony państwa oraz krajowego przemysłu.
– Na Zachodzie to standardowy model działania. Państwo identyfikuje technologie strategiczne, zleca ich opracowanie odpowiednim, lokalnym firmom, a następnie wykorzystuje gotowe rozwiązania we własnych systemach – mówi Paweł Narczyk.
Jak podkreśla, rozwój polskiego sektora półprzewodników nie powinien polegać na tworzeniu technologii „na siłę”, ale na budowie układów rzeczywiście potrzebnych państwu.
– Nie chodzi o wymyślanie produktów i próbę „wciskania” ich państwu. Chodzi o projektowanie takich układów scalonych, które są realnie potrzebne z punktu widzenia bezpieczeństwa i suwerenności kraju – tłumaczy.
Według niego Polska już dziś wydaje ogromne środki na elektronikę importowaną z zagranicy.
– Zaawansowane układy scalone kupujemy obecnie za granicą za setki milionów złotych. Zamiast transferować te środki poza Polskę, można byłoby przeznaczyć je na rozwój krajowych firm zatrudniających polskich inżynierów i płacących podatki w kraju – podkreśla.
W takim modelu polskie firmy odpowiadałyby za projektowanie półprzewodników, a krajowe instytucje mogłyby docelowo realizować ich produkcję.
Jako przykład technologii, która mogłyby powstawać w krajowym ekosystemie półprzewodnikowym, Paweł Narczyk wskazuje nowoczesną amunicję programowalną i systemy kierowane.
– Współczesna amunicja programowalna czy kierowana wykorzystuje zaawansowaną elektronikę i układy scalone, które obecnie są niemal całkowicie kupowane za granicą – mówi.
Problem może pojawić się w sytuacji kryzysowej.
– •, Jeżeli globalny popyt gwałtownie wzrośnie, producenci półprzewodników będą w pierwszej kolejności zabezpieczać potrzeby własnych państw i lokalnych firm. Możemy mieć wtedy sytuację, w której posiadamy nowoczesny sprzęt wojskowy, ale pojawia się problem z dostępnością elektroniki potrzebnej np. do produkcji nowoczesnej amunicji – tłumaczy.
Dlatego – jego zdaniem – część strategicznych technologii powinna być rozwijana lokalnie.
Rozmowa z prezesem ChipCraft pokazuje coś więcej niż historię jednej spółki rozwijającej własny układ GNSS i procesor RISC-V. Pokazuje, że w Polsce istnieją już kompetencje pozwalające projektować zaawansowane półprzewodniki, budować własne IP oraz rozwijać technologie istotne dla bezpieczeństwa państwa i nowoczesnej gospodarki.
Największym wyzwaniem nie wydaje się dziś brak wiedzy czy inżynierów. Znacznie większym pozostaje stworzenie warunków, które pozwolą te kompetencje wykorzystać na większą skalę – od finansowania i zamówień publicznych, przez rozwój krajowych zdolności produkcyjnych, aż po długoterminową strategię państwa wobec sektora półprzewodników.
Bo w świecie, w którym półprzewodniki stają się jednym z fundamentów bezpieczeństwa, przemysłu i technologicznej niezależności, pytanie nie brzmi już, czy Polska ma kompetencje do budowy własnego ekosystemu. Coraz częściej chodzi o to, czy będzie umieć wykorzystać potencjał, który już posiada.